W środę wieczorem wybrałem się pokibicować z kumplami, zobaczyć jak nasi wygrywają Ligę Mistrzów. Zasuwałem Rakowiecką, minąłem po lewej Lwa R. W przeciwnym kierunku szedł dres. Niewysoki, poza tym klasyczny - z lampasami, bez włosów i szyi. Na widok mojej klubowej koszulki, którą noszę tylko od święta jako galowy mundurek, spojrzał i spytał: “Nasi dzisiaj wygrają, co nie?”. To braterskie zagajenie dresa dało mi do myślenia: czy aby na pewno chcę być w tej wspólnocie?
(more…)
Archive for May, 2009
Wspólnoty
Saturday, May 30th, 2009Transparentny Oświęcim
Sunday, May 24th, 2009Poloniści uczniom, a przewodnicy zwiedzającym Muzeum, objaśniają fenomen lagrowego języka. Dla przykładu tłumaczą, co mieli na myśli więźniowie, mówiąc o organizowaniu. (Wiem, bo sam tłumaczyłem.) Domyślam się, że przed wojną “zorganizować” znaczyło coś innego. Ale pojęcia nie mam, po co dzisiaj przekładać ten wyraz z polskiego na nasze. Przecież każdy wie, że “zorganizować” to “załatwić”. A żeby coś załatwić, trzeba znajomości, sprytu albo sposobu. To są sprawy oczywiste. Jak Polska długa i szeroka, wszyscy załatwiają tak bardzo, że czasem zamiast powiedzieć, że mają parę spraw, mówią, że mają kilka załatwień.
(more…)
Sukiennice
Sunday, May 17th, 2009Od początku lat 70-tych, czyli dla mnie od zawsze, bez względu na pogodę, o każdej porze dnia i nocy na Rynku w Oświęcimiu jest tęcza. Właściwie: “Tęcza”. Kiedy z drzew opadną liście, jest gorzej - wydaje się większa, widać ją bardziej. W którymkolwiek miejscu nie stanąć, zasłania nie tylko płytę, ale i całą przeciwległą stronę Rynku, który piękny nie jest, ale dałby się lubić. Gdyby nie tęcza. Temu, który tego kloca nawalił, udała się trudna sztuka: nasrać i uciec.
(more…)
Raj utracony
Monday, May 11th, 2009Nie miałem jeszcze mebli ani porządnych grzejników, ale stacjonarny telefon - owszem. To była jedna z pierwszych rzeczy, które załatwiłem, wprowadziwszy się prawie dziesięć lat temu na Pileckiego. Wnet się rozdzwoniło. Anonimowi rozmówcy zadawali dziwne pytania w rodzaju “Czy Mariolka jest dzisiaj?”. Do myślenia dało mi “Do której otwarte?”, dało tym bardziej, że dochodziła pierwsza. Po północy. Trzeci, może czwarty wreszcie się przedstawił: “Tu złotówa, numer boczny taki-a-taki. Mogę przyjechać z klientem?”.
(more…)
Bratnie miasta
Tuesday, May 5th, 2009Komentarz Trumana: “Korzystając z okazji dołożę tu jeszcze >syndrom babilończyka<: W całym kraju mnie nie cierpią, krzywo na mnie patrzą, pewnie dlatego że jestem lepszy bo przecież jestem z MIASTA".
Potrafię sobie wyobrazić kompleks Babilończyka, którego nie lubią w "małej" Polsce, ale że sam z niej pochodzę, nigdy mi się nie udzielił. Mnie krew zalewa, gdy mnie pytają "Co słychać w szerokim świecie?". I mam ochotę szczerze powiedzieć, gdzie mam ten szeroki świat.
(more…)