Ekipa, czyli skąd się wziął GIT-CORE?

Kilka lat temu bywałem w Warszawie tylko co kilka miesięcy. Przyjeżdżałem na szkolenia, burze albo pranie mózgów - dwa, góra trzy dni. Sześć lat temu podczas takiego pobytu zdarzyło się w przerwie na fajkę, że kolega z roboty, który żył (do dziś żyje) muzycznym półświatkiem, rozdał stojącym wokół popielnicy ulotki reklamujące klubowy koncert. Przeczytałem nazwę: Sabot. Powiedziałem, że byłem już na ich koncercie. Na pełne niewiary “gdzie?” odparłem, że ponad dziesięć lat wcześniej, w Oświęcimiu. “Niemożliwe! Serio?! Oni do dziś pamiętają ten wieczór! Mówią, że był absolutnie wyjątkowy!”. Nie wiem, czy ta reakcja była podkolorowana, ale jako uczestnik tamtego wydarzenia, byłem dumny, że Oświęcimianie nie gęsi.

W Oświęcimiu, w pierwszej połowie lat 90-tych, co kilka miesięcy był rockowy koncert. Nie wyczytałem tego w “Fantastyce”. To nie jest bujda. Żyją świadkowie. Można nawet spotkać prowodyrów tych wydarzeń. Dźwigają na karku po cztery dychy, więc nie pamiętają, ile koncertów, jakie dokładnie kapele i kiedy. Byłbym się dziwił, ale ja sam nie wiem, czy byłem na trzech koncertach, czy więcej. Wszystko to wolnym krokiem przechodzi do legendy, staje się miejskim mitem. W Krakowie jest Smok Wawelski, w Poznaniu Koziołki, w Babilonie Syrenka, a w Oświęcimiu - Git-Core.
Kiedy dziś pytam znajomych o koncerty Git-Cora, oprócz wielu cennych szczegółów dostaję czasem radę, do kogo się zwrócić w tej sprawie. Za każdym razem słyszę te same dwie ksywy: najlepiej spytaj Picka i Szynę. Oczywiście z Andrzejem Picewiczem i Arturem Szyndlerem zagadałem najpierw. I dla nich wielkie dzięki w pierwszej kolejności. A zaraz potem - dla wszystkich Załogantek i Załogantów, którzy maczali palce w Stowarzyszeniu “Git-Core”. Sporządziłem po deliberacjach listę Git-Core’owców. Długa jest, prawdziwa Lista Szyndlera. Ale nie będę jej tu wklejał, bo chociaż miejsca by starczyło, boję się kogoś pominąć. Wracam do historii. A raczej legendy.
Dawno dawno temu, za Żelazną Kurtyną, za Jaruzela, zapaleńcy i maniacy organizowali festiwale i koncerty. (Wiem, bo w 86-tym byłem w Jarocinie z kolegą, dziś miejskim radnym z ramienia dużej partii.) Nie da się tych imprez opisać w kilku słowach. W dużych miastach i na prowincji, w domu kultury i na klepisku, cyklicznie i efemerycznie, tłumnie i kameralnie, punk i reggae, hard-core i metal, pogo i pląsanie, oi i rasta. Rzadko headbanging. Przekaziory o tym nie pisały. Czasem zin zdążył z informacją, ale nawet polityczny drugi obieg nie docierał na prowincję, a co dopiero jakieś QQRYQ. Wieść o zbliżającym się koncercie rozchodziła się między ludźmi bez pomocy komórek. Nie mam pojęcia jakim cudem. Ludzie zorganizowani w ekipy gnali na drugi koniec kraju, żeby zabawić się przy muzyce zespołu, o którym żaden szanujący się redaktor pojęcia nie miał, a niejeden pewnie się tym szczycił.
Koncertów w Oświęcimiu wtedy nie było. Jeszcze. Ale była Ekipa. Był lokal koło remizy (nie w remizie, tylko koło remizy; Ekipa nie miała nic wspólnego z dancingami pod patronatem Waldzia Pawlaka). W lokalu próbował Nadzór. Członkowie Nadzoru byli w Ekipie, co oczywiście nie znaczy, że wszyscy z Ekipy byli w Nadzorze. Ekipa była liczna, a jej skład był bardzo niestabilny w porównaniu ze składem Nadzoru. Jeśli przypadkiem czytasz nazwę Nadzór pierwszy raz w życiu, wejrzyj tutaj. Nikt chyba nie wie, co było pierwsze - Nadzór czy Ekipa. I chyba nikt nie rozsądzi, czy Nadzór był matecznikiem Ekipy, czy odwrotnie. Ale postawię śmiałą hipotezę, że gdyby tych ludzi dzisiaj zapytać, jak było, powiedzieliby, że mają to serdecznie w rowie.
Ekipa jeździła do innych miast na koncerty. Ludzie z Ekipy coraz częściej pytali siebie nawzajem: A może byśmy zrobili koncert w Oświęcimiu? I coraz rzadziej to pytanie było retoryczne. Pomógł im cudowny zbieg dwóch okoliczności. Pierwsza: WRESZCIE można było normalnie coś zorganizować, bo rok 1989 był to dziwny rok. Druga: mogli zadziałać, bo JUŻ mieli dowody osobiste. Niektórzy tylko odrobinę wytarte. Postanowili założyć stowarzyszenie. Podobno nad nazwą w ogóle się nie głowili. Było dla nich oczywiste, że to będzie Stowarzyszenie “Git-Core”. Dlaczego? Pomaleńku…

9 Responses to “Ekipa, czyli skąd się wziął GIT-CORE?”

  1. fakir69 says:

    Niezapomniane chwile z imprez w remizie… Na koncertach w Oświęcimiu byłem wtedy prawie wszystkich - Nausea, Disorder, So Much Hate, Yuppicide, Cry Of Terror itd. Niedawno spotkałem w Katowicach na jakimś HC koncercie Pawła “Kreta”, którego pewnie masz na liście. Najbardziej mi szkoda, że kilka oświęcimskich kapel związanych z ekipą, nie pozostawiło po sobie nagrań - Valhalla, Blowing Snow, Different States Of Sanity… Pozdrawiam wszystkich znajomych, którzy to czytaja.

  2. mickowhy says:

    Nowy Targ jeździł tam regularnie. Najlepiej wspominam So Much Hate i słynne imprezy po koncertach. My w tym roku też mamy 20-lecie (www.tkaferment.pl). pozdro!

  3. Goha says:

    To były fenomenalne czasy!… ani jednego plakatu i kilkaset ludzi z całej Polski na każdym koncercie! :-)
    Pozdrówka dla wszystkich niezgredziałych zgredziaków ;-) !!!

  4. ernici says:

    siema te wydarzenia kojarzę bardziej dzięki relacjom i dosłownym przekazom od starszych kolegów załogantów itd. Myślę, że dzięki tej żywej historii w Oświęcimiu jest dzisiaj jak jest. Mam na myśli wszystkie zespoły, które grały czy graja nadal w mieście i okolicach. Starsi koledzy zaszczepiliście w nas ducha kreatywnego podejścia do własnego życia. dzięki!!!

  5. Art70 says:

    Witajcie,
    Po pierwsze dziękuję Lechowi za trud opisania całej historii. Po drugie - komentującym. Fakir, Goha i Mikołaj byli “naocznymi” świadkami i uczestnikami tego wszystkiego, co działo się w Oświęcimiu (ale nie tylko tam). Były to z pewnością wspaniałe czasy i myślę, że wszyscy uczestniczyliśmy w czymś ważnym, a przy okazji dobrze się bawiliśmy, nieprawdaż??? :) Dziękuję szczególnie za ostatni wpis Erniciego - jeśli mieliśmy wplyw na to, o czym piszesz, to jest nam niezmiernie miło. Dobrze, że coś z tamtego czasu i atmosfery żyje nadal :)
    Pozdrawiam wszystkich i czekam na kontunuację historii G-C!
    P.S. Zapraszam także tutaj: http://www.kasztelania.pl/forum/viewtopic.php?t=2535

  6. berti says:

    Oj się działo. 2 razy kapele spały u mnie na mieszkaniu. Raz, chyba było to Jungle Madics, somsiedzi z Chrobrego dzwonili na policję jak tylko ich zobaczyli. Bo oni na wstępie zaparkowali autobus, którym jeździli na trasę, pod blokiem. A wyglądali jak na tamte czasy rzeczywiście nieźle. Nawet członkowi Git Core, którzy raczej nie nosili jasno niebieskich spodni, wyglądali przy nich jak harcerze. A otem były używki, i dziwczyny na czele z Rudą, robiące dla nich sałatki wegetariańskie. W mieszkaniu 28 m było jakieś 40 osób. Zabawa była ekstra, policja była jeszcze 2 razy.
    Z tej drugiej imprezy pamiętam nieco mniej. Wiem, że obudziłem się z kimś innym niż się kładłem, ale na szczęście nie był to Krzysztof. Zresztą to nie mógł być on, bo był o poranku przewieszony przez moją kolumnę. Do dziś nie wiem jak kolumna to wytrzymała.
    To co się wtedy działo było rewelacyjne. A Picek w tamtym czasie rzeczywiście bił tylko raz. Przed koncertami trenował na lodowisku:)
    Pozdro dla wszystkich. berti

  7. Pablo says:

    My jak przyjechaliśmy z Zabrza to była kilkunastoosobowa ekipa i też nie wiem ,nie pamiętam i nie pojmuję jakim cudem dowiedzieliśmy się o koncercie SO MUCH HATE ,na który sie jechało niezależnie od tego ,że kapela niespecjalnie była znana (że o Sabocie nie wspomnę)….niemniej jednak atmosfera była fantastyczna choć wcześniej przed wyjazdem krążyły legendy ,że w Oświęcimiu może byc groźnie bo ostra ekipa tam rządzi (nawet pamiętam określenie nazi-git-core …hehehe) no ale taka jest siła legend miejskich ,które na miejscu pokazują ,że smok nie zjada dziewic i nie gwałci krów tylko dużo pije (znaczy że w każdej legendzie jest ziarno prawdy)…
    pozdro -Pablo
    PS-ktoś mógłby zrobić fajną magisterkę na jakims wydziale związanym z komunikacja i przesyłem informacji na przykładzie organizowania takich koncertów w tamtym czasie

  8. Motur says:

    Fantastyczny czs, jak sie o tym wszystkim czyta to leska sie w oku kreci.
    Pozdrawiam Wszystkich znajomych.

  9. Malin says:

    Ano działo się, pamietam słynne koncerty w ZDK (sala na pietrze) i na Solskiego, trzeba przyznać, że Git Core dokonał czegoś, co nawet w dzisiejszych czasach globalizacji kontaktów i pozyskania sponsorów jest nie lada wydarzeniem. Za późnej jaruzelii to było wydarzenie! Pamiętam kapele z różnych stron Europy - ten autobus o którym pisał Berti to był zdaje się jakiś upgrade’owany ogórek.
    Szacun :)
    Pozdrawiam ekipę z Hindenburga!

Leave a Reply