Na żywo z Oświęcimia

Już miałem wyłączyć telewizor, ale zaczynała się pogoda. Prezenter stał na tle gotyckiej (za chwilę miało się okazać, że neogotyckiej) budowli. Zastanawiałem co to za Frombork. I usłyszałem, że to Oświęcim. Ujęcie ze wzgórza zamkowego w stronę kościoła Salezjan. Tam było zimniej i mokrzej niż w w Babilonie (znaczy: w Warszawie), ale przez chwilę poczułem się ciepło i błogo, bo na starych śmieciach.

W ten weekend prognozy pogody w TVN24 były nadawane z Oświęcimia. W sobotę namierzyłem tylko dwie, choć zapowiadało się na więcej. Już wietrzyłem spisek. Ktoś uznał, że w Oświęcimiu nie można ot tak, beztrosko gadać o pogodzie, myślałem, i odwołał wejścia na żywo z miasta martyrologii skazanego na codzienność. Miałem jeszcze jedną hipotezę. Prognozy były sponsorowane przez Województwo Małopolskie, promujące w ten sposób cykliczną cepeliadę. Informował o niej lektor, podczas gdy na ekranie pojawiała się plansza: 5 Festiwal Smaków; Karaków, Miechów, Nowy Sącz, Nowy Targ, Oświęcim, Tarnów. Właśnie, Karaków - tak było napisane. Ktoś się zorientował, a że grafik w weekend ma wolne i nie może błędu poprawić, odwołali wóz transmisyjny. Obrazki z Oświęcimia szlag trafił przez jakiś Karaków. Szkoda, bo chociaż Oświęcim to nie Zamość, nie Pszczyna nawet, to ciekawe rzeczy można było usłyszeć. Zrobiło mi się wstyd, że Zubilewicz wie więcej o Oświęcimiu niż ja.
W niedzielę - niespodzianka! Znowu pogody z Oświęcimia! Znowu Karaków na planszy, więc to jednak nie był powód. Roztkliwiony i wzruszony słuchałem, że chłodno i nagrywałem kolejne wejścia. Chciałem mieć dowód. Bałem się, że ktoś, kto to przegapił, nie uwierzy, że w telewizji mówili o Oświęcimiu, jak o normalnej, prowincjonalnej mieścinie, w której ludzie jedzą kiełbachę, a kiedy jest ciepło, grillują pradawnym, słowiańskim zwyczajem.
I domyśliłem się z jakiej przyczyny w sobotę wejścia na żywo z Oświęcimia skończyły się niespodziewanie wcześnie. Bo lało.

Leave a Reply