Praka, czyli o pochodzeniu nazwy GIT-CORE

“Ci kolesie, co robili koncerty w innych miastach, mieli pierdolca na punkcie dialogu. Że niby trzeba rozmawiać ze skinami. Ale jaka ze skinami rozmowa? Tu nie ma co dialogować, tylko trza walić w ryj! U nas nie ma litości dla łysych i wszyscy są normalni. W Oświęcimiu wszystkim rosną włosy!”. Autor tych pięknych słów zwykł mówić metaforycznie. Jego czoło sięga czubka głowy. Słowo “czubek” pojawia się tu zupełnie przypadkiem, gdyż zacytowaną przeze mnie z ułomnej pamięci relację przenika głęboka mądrość. Miała ją w sercach i głowach Ekipa z Oświęcimia, kiedy u schyłku prlu jeździła na koncerty.

Wrocław, 1989 rok, klub Pałacyk (ale może to tylko zwyczajowa nazwa), koncert Snuff oraz Victim’s Family. Problem ten sam, co na wszystkich imprezach wtedy w całej Polsce - łysi. Wszyscy są zbyt wydygani, zbyt tolerancyjni, zbyt kulturalni, albo zbyt pacyfistyczni, więc są spacyfikowani. Pamiętam ten klimat, bo w takich sytuacjach sam byłem “zbyt”. Być może ktoś przy piwie snuje opowieści niesamowite, jak to metale i punki, niczym jedna wielka muzyczna rodzina, pogonili kiedyś skinów w Jarocinie. (Jeden tylko, jeden cud: z Szlachtą polską, polski Lud!) Ale wtedy we Wrocławiu skinheadzi terroryzują wszystkich. Wszyscy schodzą im z drogi. Oczywiście dramatyzuję dla efektu. Nie wszyscy. Niewinnie pogującego Arbuza (mojego koleżkę z podstawówki! do dwójki razem chodziliśmy!) zahacza niejaki Kufel. Podobno to była znana postać, wodzirej łysych z Breslau. Po krótkiej pogawędce zwaśnieni umawiają się na solo przed Pałacykiem. Z honorowego pojedynku nici, bo robi się ogólna praka. Wbrew wcześniejszym zapewnieniom tubylców hard-core’owcy z Oświęcimia muszą sami stawić czoła łysej hordzie. Świadek historii twierdzi, że wskutek tej zdrady było 1:1. Dobry wynik, zważywszy, że Na Victim’s Family pojechało, tu cytat: “licząc razem z dziewczynami kilkanaście osób”. Żeby z oświęcimską Ekipą jeździć na koncerty, trzeba było mieć jaja - zwłaszcza będąc dziewczyną.
Piła, nie wiadomo kiedy (1990 albo 1991), Dom Kultury, koncert krakowskiej Inkwizycji i kanadyjskiej gwiazdy hard-core’a No Means No organizowany przez klub Kulturka (Qlturka?). Sceneria podobna jak we Wrocławiu, z tą różnicą, że zamiast faszystów w glanach są debile w adidasach ostrzyżone na zero. Tym razem zaczepiony zostaje Paweł (podobno ksywa Kret, ale w podstawówce jej nie miał), który jest niepozorny, więc wydaje się być chłopcem do bicia. Pozory mylą. Znów miało być solo, a wyszła praka - niestety na sali, podczas koncertu Inkwizycji. Jej wokalista, niejaki Ekspert, wykazał się pogardą dla śmierci, łapiąc za rękę Picka, gdy ten chciał walnąć w jakąś łysą pałę. Prawdopodobnie Ekspert nie wiedział, że o Picku mówią “ten, po którym nie trzeba poprawiać”. Praka w Pile i kilka jej podobnych sprawi, że organizatorzy koncertów będą nieufnie patrzeć na Ekipę z Oświęcimia, mimo że dzięki niej - zarówno dzięki Ekipie jak i prace - No Means No mogło zagrać w normalnych warunkach.
Hard-core’owcy z Oświęcimia kojarzyli się z agresją. Znaczy: gdy inni chcieli, żeby im schodzić z drogi, Ekipa starała się spuścić innym łomot. W opinii organizatorów i bywalców koncertów Ekipa z Oświęcimia lubiła się bić. Trzeba przyznać, że to mniemanie było uzasadnione. Chopaki mieli satysfakcję, gdy skinole dostawali wpiedol. Ktoś, gdzieś w Polsce połączył hard-core i bijatyki w git-core. Słowo “git-core’owcy” pojawiło się w jakimś zinie. Przykleiło się i weszło w (drugi) obieg. Przyszło do Ekipy z zewnątrz. Ta przyjęła je z otwartymi ramionami. A kiedy postanowiła zorganizować koncert, i kiedy uznała, że lepiej będzie sformalizować działalność, bo osoba prawna może więcej, do sądu trafił wniosek o rejestrację Stowarzyszenia Kultury Alternatywnej “Git-Core”.

9 Responses to “Praka, czyli o pochodzeniu nazwy GIT-CORE”

  1. Goha says:

    No Means No w Pile było w 1990 (a dokładnie 26 maja 1990) :-)
    Pamiętam, że po tej zadymie Dżeger (zwany również Potworem) miał solidnie rozwalony łuk brwiowy. Z braku środków odkażających psikałam mu na tą ranę dezodorantem…! Znosił to mężnie, jak na git-core’owca przystało :-)
    Co do obaw organizatorów przed ekipą oświęcimiaków, to bywało też całkiem odwrotnie, bo kiedy kroiła się jakaś zadymka to niejeden biegał w panice wzywając chłopaków na pomoc.

  2. lechu says:

    Dzięki!!! Właśnie wymazałaś kolejną białą plamę w historii. Ops, sorry - w Historii.
    Jakim cudem pamiętasz dzienną datę No Means No?! Czy to dlatego, że tego dnia… matkowałaś wracającym z pola boju Git-Core’owcom?
    O tym jak się układało między organizatorami a Ekipą pewnie będzie jeszcze sporo okazji.
    A gdzie przepadł Dżeger/Jagger? Śladu po nim nie ma.
    Wracam do skrobania o Cry Of Terror.

  3. Goha says:

    Gdzieżbym mogła to pamiętać tak dokładnie…! ;-) po prostu mam zdjęcia z tego wyjazdu (chociaż głównie z posiadów na rynku w Poznaniu, a nie samego koncertu - mogę Ci podesłać bo jest na nich ekipa prawie w komplecie. Wtedy był jakiś strajk PKP czy coś w tym rodzaju, bo były problemy z dostaniem się z Poznania do Piły i z powrotem). Byłam bardzo skrupulatna i opisywałam sobie z tyłu prawie każdą fotkę. Teraz to bardzo doceniam! :-)
    Nie MATKOWAŁAM!!! :-D od większości z nich jestem (trochę…) młodsza. Kumplowaliśmy się i zaliczyłam parę szalonych wyjazdów z tą wesołą gromadką (mimo że nie jestem z Oświęcimia, tylko z Chrzanowa).
    Zastanawiam się w tym momencie, jak w moim przypadku wyglądała kwestia tych “jaj” o których wspomniałeś…. ;-)
    Dżeger ponoć w Portugalii (tak coś Szyna pisał, jego musisz pytać…).

  4. magda says:

    jagger uprawia zieleninę w portugalii :)

  5. lechu says:

    W kwestii jaj - są na świecie rzeczy, o których nie śniło się fizjonomom.
    Matkowanie - bez urazy! - przyszło mi do głowy, bo 26 maja…
    Jeśli możesz fotki - prześlij, bardzo proszę. Odtworzymy skład wesołej gromadki.

  6. Art70 says:

    Goha, mam chyba te same fotki:) … m.in. z poznańskiego Rynku, oraz te, na których “obłapiamy” pomnik jakiegoś żołnierza. Taaa, z PKP była jakaś akcja (to także kojarzy mi się z tamtym wyjazdem), która chyba ostatecznie miała wpływ na liczebność naszej ekipy. Każdy wyjazd miał swoją “dramaturgię”, jak choćby ten, pamiętny na Fugazi do Zgorzelca. Wyruszyła wtedy z Oświęcimia niemalże pielgrzymka. Macie rację, Dżeger jest w Portugalii od dobrych kilku lat. Spotykamy sie tylko wtedy, gdy w miarę regularnie - co 2 lata - odwiedza Oświęcim.

  7. fakir69 says:

    Pamiętam, że część osób które wyruszyły na Fugazi potraciły sie po drodze - we Wrocławiu, Opolu. Potem niektórzy zamiast na sali spędzili koncert w pobliskim parku. Piekne to były czasy i wesołe. niektórych haseł z tamtego okresu używam do dziś - np. “Kto nie pije wódki jest gruby i malutki”.

  8. Goha says:

    Albo “lej mi mało, bo jestem SXE” (to z komiksu Pały chyba było).

  9. Art70 says:

    … jeśli chodzi o odjechane texty, używane do tej pory, to napewno Goha pamiętasz tekst Kempego w Zgorzelcu, który zamawiając frytki (będąc ostro zamroczony) odezwal się do pani za ladą mniej więcej w te słowa: “Fritato de keczupe pomidore, mamonę dam później” :) … tak, teksty Pały przyjęły się, np. “zamknij ryja Owca” …, “brat zapłaci”, itp. (czy: “harcore, jak tam w szkole” - to także on?)

Leave a Reply