Kolega z roboty był na pamiętnym dla oświęcimskich Git-Core’owców koncercie w Pile. (Więcej o pilskich zajściach w poprzednim wpisie). Paulus mieszka w Warszawie, ale pochodzi ze Słupska - pewnie stamtąd trafił na No Means No. (Świat to jedna wielka wiocha!) Opowiedział mi, jaki charakterystyczny obrazek z tej imprezy pamięta:
Właśnie skończyła grać Inkwizycja, za chwilę zacznie No Means No. Przed Domem Kultury stoją łyse pały. Naprzeciw nich ludzie - nie wyglądają na chętnych do bitki. Przed ten tłumek wychodzi Ekspert, wokalista Inkwizycji. Woła w stronę hołoty coś w rodzaju: “Co? Mało nas?”. Scena prawie jak początek bitwy z barbarzyńcami w “Gladiatorze”. Na szczęście rozeszło się po kościach. Łysi pokazali, że jednak umieją liczyć.
To się klei w spójną całość. Najpierw była praka w trakcie koncertu kapeli z Krakowa. Łysole postanowiły ją dokończyć na zewnątrz i czekały na Ekipę z Oświęcimia przed budynkiem. Tymczasem ludzie czekający na gwiazdę wieczoru wyszli z sali. Ekspert przytomnie użył ich jako argumentu w deliberacji. Przytomnie i szczęśliwie, bo Git-Core’owców można było policzyć na palcach obu rąk. Razem z dziewczynami.
Śmieszne to odtwarzanie chwały oświęcimskiego oręża? Niepoważne? Problem w tym, że jak się dostaje po gębie, to efekt groteski niepostrzeżenie się ulatnia. Więc miło mieć świadomość, że czasem to nasi dają w ryj, komu się słusznie należy.
Koncert w Pile był 26 maja 1990 roku (Goha! Jeszcze raz dzięki!), półtora miesiąca po pierwszym koncercie zorganizowanym przez Git-Core w Oświęcimiu. Wynikają z tego dwa wnioski. Pierwszy: dbając o logikę wywodu, spartoliłem chronologię. Postaram się to nadrobić. Drugi: Git-Core’owcy zrobili zawodowy koncert, z udziałem dwóch zagranicznych kapel, koncert na który przyszło (albo przyjechało) ze dwieście, może trzysta osób - i ani trochę nie wzięli do bani. Nie poczuli się menagerami, impresariami, bo jak tylko pojawiła się okazja, żeby się dobrze zabawić przy muzyce, pojechali na drugi koniec kraju. Jeśli nawet odbiła im palma, to objawiła się w ten sposób, że tłukli się z łysymi (albo też tłukli łysych - nie wiem, która wersja jest bliższa prawdy) ze zdwojoną energią.
PS: Barrrdzo dziękuję za wszystkie git-core’owe komentarze. Gryzmolenie to prawdziwa frajda, kiedy jest odzew. Mało tego! Dochodzą nowe informacje, szczegóły. To tylko z pozoru nieistotne duperele. Nie byłem w Pile ani we Wrocławiu, ale gdy zbieram te wszystkie drobiazgi, mam zmarszczki na dupie, bo czuję się jakbym tam był.
Fajnie tak poczytać o tamtych czasach, mimo że Git -core powstawał jak zaczynałem podstawówkę i z tego raczej nic nie pamiętam, ale znam to z opowiadań, a późniejsze czasy Git-core’a już pamiętam i wielki szacun autorowi za artykuł i stowarzyszeniu za istnienie!!! To se ne wrati, niestety:(