GIT-CORE szykuje SMH i Sabot

W 1990 roku So Much Hate koncertowali na kontynencie między wydaniem trzeciego i czwartego albumu. Byli bandem z Norwegii poważanym w całym hard-core’owym świecie, może nie licząc Ameryki. W Dusseldorfie rozmawiali z brytyjskim zinem “Rising Hell”. Pytanie: “Co najbardziej wam się podoba w jeżdżeniu i graniu po Europie?” Odpowiedź: “Szczerze? Dają nam mnóstwo piwa!” Padają kolejne powody: poznawanie różnych miejsc i krajów, spotkania z ludźmi, ale pierwsze słowo do dziennika. Tego wywiadu udzielili 6 września. Tak jest. Trzy dni później zagrali w Oświęcimiu.

Git-Core’owcy dogadali Salę Środowiskowego Centrum Kultury (istniały ze trzy odrębne placówki, ale to Git-Core sprawił, że kultury było powyżej uszu). Do dwóch kapel z importu dołożyli zmartwychwstały oświęcimski Nadzór i poznańską Apatię. Zaproszenie kłuje oko pięknie odwzorowanym logiem gwiazdy wieczoru:

SoMuchHate_invitation

(Goha! Wielkie dzięki za skan!)
Do myślenia daje nagryzmolone na dolnym marginesie “+ Lougaroo”. Relacje są niespójne. Najprawdopodobniejsza wersja zdarzeń jest taka, że występ Szwajcarów został uzgodniony podczas ostatniego Róbrege - na ich własne życzenie. Chłopaki słyszeli o dobrej zabawie w Oświęcimiu i chcieli przyjechać na takich samych warunkach jak wszyscy inni: dostaną nocleg, jedzenie i kasę za dojazd. I coś do picia. Chronologia pasuje. W kwietniu Cry Of Terror, po którym poszedł chyr zwany przez reklamiarzy word of mouth. Od 29-go do 31-go sierpnia Róbrege. Do koncertu w Oświęcimiu został tydzień z hakiem, zaproszenia były skserowane (w pierwszym odruchu chciałem napisać “wydrukowane”…), część może nawet już u ludzi, więc jedyne, co dało się zrobić, to dopisać piąty band na dole.
Nie mam pojęcia, skąd na zachowanym zaproszeniu wziął się nr 702. Tyle ludzi w sali przy Solskiego? Bujda. Na koncert weszło podobno około pięćset osób.
9 września 1990 roku to była niedziela. Git-Core’owcy nie mieli wpływu dzień tygodnia. Tylko dla studentów to nie był kłopot. Ogromna większość wróciła do domów albo poszła na pociąg, zanim zagrał Sabot. Ale o tym potem.
Nadzór niestety dni chwały miał za sobą. Apatia, przyznaję, zmęczyła mnie. Lougaroo, o ile pamiętam, grali świeże punky reggae, ale może to wcale nie było reggae, tylko funky. Ładnie brzmi - punky funky. A potem na scenę wyszli ci kolesie:

SoMuchHate

Trzy dni wcześniej w Dusseldorfie jeden z nich publicznie powiedział, że nie lubi Metalliki. Gdybym to wtedy wiedział… Pewnie i tak by mi się podobało.

2 Responses to “GIT-CORE szykuje SMH i Sabot”

  1. Goha says:

    No, to moje trzy grosze w sprawie tego zaproszenia… też już nie bardzo wszystko pamiętam (mam prawo! ;-D)… tak czy inaczej zaproszenie było robione przeze mnie. Picek mi dzielnie pomagał. Przede wszystkim zaproszenie nie było równe biletowi, więc zaproszeń mogło być kolo 700. To, które jest na skanie to jedyne jakie mi się ostało (chyba zreszta tylko to jedno sobie na pamiątkę zostawiłam, jest z drugiej strony całe popieczętowane pieczątką GIT-CORE tapes &gigs, ale wygląda że nie była to pieczątka stowarzyszenia tylko imienna Picka).
    Co do dopisku LOUGAROO (nagryzmolone???! …wypraszam sobie!!! ;-D), przypuszczam że był on tylko na tym jednym egzemplarzu. Pewnie sobie dopisałam po koncercie, że jeszcze oni byli - żeby pamiętać, na wieki… :-)
    I prawie pewność mam że na ten koncert nie było plakatów, tylko właśnie te zaproszenia (które rozchodziły się jako info wśród wtajemniczonych i zainteresowanych wybrańców :-) ).
    Ciekawe, co Szyna pamięta…?
    No i fajnie by było jak by się Picek wypowiedział. Pisałam do niego czas jakiś temu, że tu takie ciekawskie rzeczy wypisujesz - mam nadzieję że się odezwał do Cię.
    Pzdr

  2. lechu says:

    Dzięki za trzy grosze! I wyjaśnienia.
    Nie wiem jak Ty, ale ja się czuję jak Herlock Sholmes albo Indiana Jones na tropie tajemnic ;).
    Czy możesz zeskanować rewers zaproszenia na SMH popieczętowany GIT-CORE tapes&gigs? To musi być pałer!
    Z Szyną jestem w kontakcie na bieżąco. Szyna weryfikuje wszystkie informacje, które tutaj gryzmolę. (”Nagryzmolone Lougaroo” mi się wypsło - wybacz!) Ale dopiero jak się to pozbiera do kupy (z całym szacunkiem dla Kupy ;) ), wychodzi pełniejszy obrazek. Szyna nie wiedział, jakim cudem 702 na zaproszeniu, skoro nie mogło być tyle ludzi. I z wieloma szczegółami jest podobnie.
    A Picek? Picek, jak powszechnie wiadomo, ma ciężką rękę, do pisania również. Zanim powiesiłem tutaj pierwszy tekścik o Git-Cor’ze, spotkałem się i pogadałem z Szyną, a potem z Pickiem. U Picka byłem dokładnie 10 czerwca. Wydaje mi się, że spamiętałem wszystkie ważne rzeczy, o których mówił. Jeśli o czymś zapomniałem, to z powodu wiśniówki - bo przecież nie pilsnera ;) A prędzej czy później uda mi się znowu pociągnąć obu Git-Core liderów za język.
    Dzięki jeszcze raz!
    Pozdr!

    Lechu

Leave a Reply