Triumf Lore

toller napisał o niedoszłym statystowaniu w obozowym filmie 20 lat temu:
“Dodatek mundurowy? O, holender, co mnie przepadło! W 1989 miałem statystować w ”Triumfie ducha” - najpierw Jerzy Matula z ekipą uznał, że nadaję się na holenderskiego Żyda, a potem dostałem umowę na rolę SS-mana. Niestety, zdjęcia ruszyły tydzień wcześniej, gdy byłem na zimowych feriach daleko od planu…”
(Czy Jerzy Matula to ten, który wołał “Kruca bomba, mało casu” w “Va banque’u”?)
toller podpowiedział mi też (dzięki!) link do tekstów statysty z “Triumfu ducha”. Autor skrupulatnie wylicza stawki - uwzględniając inflację, podobne jak w 86-tym w serialu “Wojna i pamięć”. W międzyczasie była jeszcze jedna - polska - produkcja. Być może SS-manów traktowano lepiej, ale więźniowie mieli gorsze warunki.

W 1988 w obozie kręcono “Kornblumenblau”. Zarobek był mniejszy, bo nie płacili ekstra za ogolenie pały na łyso. Polski film był nieporównanie skromniejszy i tańszy, a koszty produkcji bardziej racjonalne. Jak się dobrze zastanowić, to Amerykanie szastali kasą bez powodu. Być może w Hollywood trzeba dodatkowej motywacji, żeby ludzie dali się zrobić na zero. Ale w Polsce? Wtedy?
Dwa najdłuższe dni “Wojny i pamięci” na planie w Brzezince producenci okrasili wojskową grochówą z solidną porcją kiełbachy. Strasznie nas rozpuścili - drugiego dnia grymasiliśmy, że przypalona. Kolega z “Kornblumenblau” nic o wyżerce nie wspominał. Miał za to nieporównanie trudniejsze zadania aktorskie.
W amerykańskim serialu rzadko powtarzano ujęcia. Wydaje mi się, że z dwóch powodów. Pierwszy: twórcom chodziło o wrażenie, o emocje przyszłych widzów, o prawdę ekranu, a nie o prawdę czasu. Sama sceneria, żeby nie powiedzieć: scenografia, załatwiała kwestię wiernego odtworzenia historycznych realiów. Dlatego ganialiśmy bez sensu z taczkami, cegłami i deskami. Dynamika i energia była taka, jakbyśmy się obżarli amfy a nie grochówy. Po drugie: robota szła wartko i gładko, bo scenarzysta przytomnie oddzielił sceny aktorskie od naszych. Grałem w jednym filmie z Jane Seymour i Johnem Gielgudem, ale w całym tym zamieszaniu w ogóle się nie spotkaliśmy.
Tymczasem Lopez, który statystował w “Kornblumenblau”, powiada, że apel miał kilkanaście dubli. A to kapo pomylił kwestię, a to nie trafił rekwizytem-pałą, jak należało, a to woreczek ze sztuczną krwią nie pękł. Na tym nie koniec trudności. Strażnicy uczyli więźniów niemieckich marszowych piosenek i kazali je śpiewać, żeby było “raźniej”. To samo zadanie przypadło statystom. Jeszcze długo po zimie 1988 Lopez śpiewał na imprezach “Lore, Lore, Lore”. Nie znam niemieckiego, ale ktoś mówił, że Lopez mylił liczebniki. W jego wersji piękne dziewczę Lore zamiast -naście miało siedemdziesiąt-osiemdziesiąt lat.

2 Responses to “Triumf Lore”

  1. toller says:

    Jerzy Matula ? tak, to ten! Reżyser (przeważnie drugi, w ?Triumfie ducha? asystent) oraz kompozytor filmowy i konsultant muzyczny. Ostatnio głównie jako aktor…

  2. krynka says:

    nieźle. Cały kraj huczy od 60 tys czy tam mln euro (bo ‘od pewnego momentu to już jest wszystko jedno’) na A…tz a potem o bestialskiej kradzieży tablicy z Muzeum.
    A w blogu Lecha ciiiiiiszaaaaaaa wigilijna. I to mi się, muszę powiedzieć uczciwie, podoba.

Leave a Reply