Za piecem

Od ponad miesiąca jestem w Oświęcimiu. Zostawiłem Babilon, znaczy Warszawę - mam nadzieję, że na dobre. Dni sączą się wolno, bez stresów, deprechy nie wspominając. Ale czas zasuwa ostro - ani się obejrzałem, a miesiąc jak z samopału strzelił. Ktoś tam na górze wyraźnie mnie lubi. I mam nadzieję, że tak już zostanie. Stara Przyjaciółka, która zakotwiczyła lata temu na Wyspach, pisze mi w mejlu o ciągłych wyjazdach, o planowanej na kilka miesięcy wprzód gonitwie. Pisze: “A ty szczesciarzu zakotwiczyles sie Oswiecimiu, jak u Pana Boga za piecem…”

Jeszcze z tydzień temu łapałem się na tym, że odruchowo sprawdzam prognozę pogody dla Babilonu. Apage!..
Pierwszego dnia po powrocie odwiedziłem bibliotekę. Wiedziałem, jakie tytuły znajdę - bo katalog jest w internecie! Do rejestru czytelników wpisała mnie szkolna koleżanka. Przedwczoraj poszedłem wypożyczyć zamówioną książkę. Teraz już wiem, że wczesnym popołudniem jest tłok. Uczennice w drodze ze szkoły idą wypożyczyć lektury. Między bibliotecznymi półkami czują się chyba pogubione, nie ryzykują samodzielnego szukania. Pani bibliotekarka przynosi im nasze szkapy i antologie poezji, a kolejka rośnie. Byłem też w urzędzie. Sierdziłem się na urzędolenie, ale krótko - dopóki bratówka nie opowiedziała o dobijaniu się do laryngolożki, żeby była łaskawa zbadać chore dziecko.
A wieczorem trafiłem na koncert Born To Lose. Zapachniało Git Cor’em. Dawno nie widziani znajomi. Nie dało się pogadać, bo punkowcy z Texasu dobrze grali w B’azylu. Szybka decyzja - wyskok do Yaggabaru, a może Yagabarru. (W okolicach rynku są aż trzy lokale!) Nie mogłem znaleźć kurtki i torbala, więc dziarsko poszedłem, jak stałem. Przy wejściu do Yagi Adam, szkolny kumpel mojego bratanka. Zamieniliśmy parę słów. Spytałem dlaczego mówi do mnie “pan”. Od tego momentu mówił do mnie “stryjku”. Po powrocie do B’azyla (B’azylu?..) od razu znalazłem kurtkę i tobołek.
Dziś przed osiemnastą w Oświęcimiu zatrzęsła się ziemia. Siedziałem przy komputerze. Miałem wrażenie, że blok podskoczył. Jeszcze nie wiedziałem, co się stało, ale rozejrzałem się, czy coś się rysuje na suficie. O dwudziestej w radiu powiedzieli mi, że wstrząs o sile trzech stopni w skali Richtera był spowodowany tąpnięciem na “Piaście”. Wygóglowałem, że nie było żadnych ofiar, skończyło się bezpiecznie. Jak za piecem.

2 Responses to “Za piecem”

  1. krynka says:

    a może: Yagabbaru wręcz? :)

    Nie zaglądałeś tutaj tak długo przez babilońską deprechę?

  2. lechu says:

    Odżywałem po babilońskiej niewoli.

Leave a Reply