Kazackie sprawy

Parę dni temu na innym blogu, zupełnie bez związku z jego tematem, pojawiło się pytanie, dlaczego jestem Kazek. Odpowiedź na to pytanie nie ma znaczenia. Liczy się coś innego.
Im jesteśmy starsi, tym trudniej przyklejają się nam ksywy. Przezywamy się w podstawówce, w kolejnych szkołach już mniej. Chłopaki jeszcze z wojska wracali z nowymi ksywami. Jak się ktoś nie dorobi ksywy w kawalerii, to już mu tylko imię zostaje.

Kiedyśmy w czasie studiów chadzali na piwo z kuzynem, nazywałem go Kuzyn, żeby w mniej i bardziej przypadkowych gronach podkreślać więzy krwi. Syty, barman z FreePubu, opowiedział mi, jak pewnego wieczoru Maniek, współwłaściciel lokalu, sprawdzał zeszyt z kreskami. Notoryczni klienci na krechę odpracowywali długi na zmywaku, żeby móc znowu z czystym kontem trafić do tego zeszytu. Maniek się pieklił: “Co to za krecha?! Kuzyn Wodza! Jak ja mam teraz znaleźć tego klienta?!”
W Waszawie (znaczy: w Babilonie) tylko Łysy, szkolny kolega, mówił do mnie po ludzku: Kazek. Ale z Łysym widziałem się raz na pół roku, zwykle w paśniku, czyli zakładowej stołówce. Wybaczcie wszyscy zacni Babilończycy, ale w takich warunkach nie mogłem czuć się swojsko.
Rodzice dali mi bez sakramentów i nie uzgodniwszy ostatecznej wersji, porządne imię. W ciągu piętnastu lat przybyły cztery inne. Pewnego razu na lekcji w liceum moje urocze koleżanki z Chełmka testowały, czy reaguję na wszystkie, wołając mnie szeptem z tylnej ławki. Dopiero przy trzecim zorientowałem się, co to za zabawa. Z czasem Lech wykosił konkurencję. Zrobiło się monotonnie. Niedoczekanie jego. Kazek żyje!
Dawno się nie widziałem z Koniem i Eskobarem - spytam Laszla, bo Laszlo zna wszystkich ludzi na świecie. O ile wiem Burak, Picek i Syfon też mają się dobrze. Rumcajs, Waldorf i Dziadzia - podobnie. Tak samo jak Guniu, Seven i Kupa. Tylko z Miłym niedobrze.
Jeśli słyszysz swoją ksywę, jeśli jest w użyciu, jeśli ktoś jej używa, zwracając się do Ciebie - jest to znak czasu. To znaczy, że wciąż jesteś gówniarzem. To znaczy, szeroki świat Cię ominął, a Ty nie wygramoliłeś się do tej pory z piaskownicy. Tako rzecze klasyk: “Jak dzieci, tylko wódka i dziwki w głowie…”
Klasyk blednie przy Anonimowym. Parę dni temu, na innym blogu Anonimowy odpisał na pytanie o kazko-genezę: “Kazek był Kazkiem na długo, zanim został wodzem. I on już Kazkiem być nie przestanie, tak jak Lopez pozostanie Lopezem, a Berti, Bertim. I dobrze”.

3 Responses to “Kazackie sprawy”

  1. krynka says:

    dziękuję, Kazek.

  2. krynka says:

    btw: ‘zupełnie bez związku z tematem’?

    http://igorbartosz.blogspot.com/2010/03/oczami-kazka.html

    czyżby, Kazek.

  3. brat says:

    Jeszcze jest Firgan. A moja ksywa została w szkole…

Leave a Reply