Dałam się wciągnąć w obłęd Sevena, uwierzyłam w Szefową. Najpierw wydało mi się to głupie, ale potem zaczęłam się zastanawiać kim ona może być. A tu nagle łup - zwrot akcji - Seven po prostu sfiksował, słyszał tylko głosy. A potem kolejny szok. Zakładałam, że wróci, że będzie się leczyć i nastąpi standardowy happy end.
A jeszcze na koniec ten kabel, który był wyjęty i nie nagrywał rozmówcy. I pierwszy kwietnia - prima aprilis. Może rzeczywiście ktoś zadzwonił do Sevena dla żartu, a potem Seven - mający jednak jakiś uszczerbek po wypadku - wkręcił sobie film, stworzył dalszy ciąg tego jednego telefonu...
Sama nie wiem, wpadam w obłęd

Chyba przeczytam jeszcze raz.
Bujda to dla mnie fajnie ułożona opowieść. Zaskakuje i niebanalnie się kończy.